Tag Archives: interia

„Obrzydliwości” na planie serialu„Obrzydliwości” na planie serialu

Available only in polish.

O tym, że w gabinecie House’a pachnie siarką, wiedzą wszyscy. – I trochę się boją! – śmieje się Omar Epps, grający Foremana. Zupełnie innego zdania będzie nowa pani doktor, którą w 7. serii zagra Amber Tamblyn.

Straszny doktor i jego świta znowu będą mieli ręce pełne roboty. W ruch pójdą nie tylko stetoskopy, skalpele i skomplikowane maszyny do prześwietleń, ale również głowy.

Podwładni ekscentrycznego internisty z problemami natury psychicznej oraz… uzależnieniowej (zjada garściami vicodin) to wszak ludzie, których sukces zależy od przełamania lęku przed przekraczaniem granic niekonwencjonalnego myślenia.

Co więc tym razem wymyślą medycy z Princeton-Plainsboro Teaching Hospital? I czy House wreszcie wyzna miłość Lisie Cuddy?

Prace nad 7. serią medycznego przeboju trwają od marca. Jeden z byłych członków ekipy właśnie złożył skargę do prokuratury, jakoby obyczaje panujące na planie były obrzydliwe! Chwyt reklamowy?

Premierowy odcinek już we wrześniu na antenie FOX – wtedy się okaże, ile z tych „obrzydliwości” stanowi część fabuły.

Tymczasem Hugh Laurie zmartwił fanów, twierdząc, że… na siódemce się skończy. Mało kto jednak daje tym deklaracjom wiarę.

– Zbyt fajnie wyglądała romantyczna scena na piasku, w której House czule ściska dr Cuddy (Lisa Edelstein). Pewnie w końcu między nimi zapanuje zgoda i… miłość – piszą ci, którzy podglądali plan.

– Laurie chce nagrać płytę z Meat Loafem, którego poznał w jednym z odcinków. Po 7. serii zrobi to, ale wróci i będzie ósemka! – pocieszają inni.

Jaka jest prawda? Straszenie końcem „House’a” to sprawdzony trick, mający podgrzać atmosferę wokół tego zdobywcy 34. ważnych nagród. I nie byłoby w tym nic dziwnego. Do kolejnych triumfów może przyczynić się nowa postać – piękna, zdolna i charakterna studentka medycyny, grana przez znaną z „Joan z Arkadii” Amber Tamblyn.

Zastąpi ona Trzynastkę. Olivia Wilde odchodzi, by sprawdzić się w kinie. Zagra w „Kowbojach i obcych”, u boku Daniela Craiga oraz Harrisona Forda.

interia.pl

House i Wilson: Przyjaźń poza planemHouse i Wilson: Przyjaźń poza planem

Available only in polish.

Zgryźliwy mistrz diagnozy, dr Gregory House (Hugh Laurie), ceni zdanie tylko jednego człowieka. Jest nim onkolog, dr James Wilson (Robert Sean Leonard). Co ciekawe, aktorzy przyjaźnią się także poza planem serialu „Dr House„.

Jak się okazuje, ów fakt miał spory wpływ na rozwój ekranowych wypadków:

– Początkowo Wilson był miłym, ale nudnym sztywniakiem w kitlu – wspomina Leonard. – Scenarzyści zaczęli jednak pilnie obserwować figle, jakie z Laurie’em płataliśmy sobie w przerwach między ujęciami i… postanowili coś z tego „klimatu” przemycić do relacji naszych bohaterów.

Trudno przecenić ten pomysł. Fani lekarzy z Princeton Plainsboro są bowiem co do jednego zgodni: nic nie wywołuje takich salw śmiechu, jak małe złośliwości, które robią sobie House i Wilson.

Sam Robert Sean Leonard uważa, że praca nad serialem to nie tylko satysfakcja, ale również… spora dawka nerwów i długie, nieprzespane noce:

– Zanim ruszyły zdjęcia, musiałem przez parę tygodni studiować opasłe medyczne tomy. Bradykardia, wstrząs anafilaktyczny, bóle abdominalne… Boże, co to wszystko znaczy myślałem i ogarniała mnie rozpacz. Na szczęście, dzisiaj czuwa nad nami sztab świetnych lekarzy, nauczycieli ze szkół medycznych, którzy wszystko nam wyjaśniają.

interia.pl

Na szczęście jest dr House

W przypadku seriali medycznych, było już chyba wszystko. Oprócz… dr. House’a.

Składniki do przyrządzenia potrawy zwanej „serial medyczny” znane są od lat 60. i „Dr Kildare’a”. Potrzebujemy szpitala (oczywiście pięknego, czystego i lśniącego), barwnych pacjentów z jeszcze barwniejszymi przypadłościami i rzecz najważniejszą – personel medyczny. Zbiór osobowości z ich mniejszymi i większymi dramatami czy miłostkami, które będziemy śledzić przez kilka sezonów. Odpowiednia mieszanka każdego z tych elementów zapewniła sukces takim produkcjom jak „Ostry dyżur”, „Szpital Dobrej Nadziei” czy ostatnio „Chirurdzy”.

Niektórzy z rozrzewnieniem wspominają pewnie serial z czasów młodości, „Doogie Howser, lekarz medycyny”. Jednak potrawę można czasem udoskonalić, a czasem ją zmienić. I wtedy właśnie można zaserwować sobie „Dr House’a”.

Po raz pierwszy serial o pewnym dość niekonwencjonalnym diagnostyku i jego zespole pojawił się w telewizji FOX w 2004 roku i od tego czasu doczekał się już pięciu sezonów. Czym serial wygrał? Innością. Owszem, jest „personel medyczny”, ale siłą napędzającą serial jest tytułowa postać Gregory’ego House’a. Złośliwego, do bólu szczerego, czasem bezczelnego lekarza, granego przez importowanego z Anglii i świetnego w tej roli Hugh Laurie.

Ponoć aktor miał kiedyś studiować medycynę, w końcu wybrał archeologię i antropologię. Na aktorstwo poderwał swoją pierwszą dziewczynę… Emmę Thompson. Warsztat komediowy szlifował w serialu „Czarna żmija”. To właśnie specyficzne poczucie humoru wyróżnia „Dr House’a” spośród innych seriali medycznych. Humoru bezkompromisowego, nie znającego tematu tabu, złośliwego i nieprzejmującego się kwestią dobrego tonu, poprawnością polityczną czy uczuć innych.

Dr Cuddy: Chcę żebyś założył lekarski fartuch.
Dr House: Ja chcę dwóch dni wyuzdanego seksu z kimś o wiele młodszym od ciebie. Powiedzmy dwukrotnie.

Dr Foreman: Moglibyśmy ją przywiązać do stołu.
Dr House: Odrażające i prymitywne. Podoba mi się.

Właściwie zamiast tej recenzji wystarczyłaby taka lista cytatów i tekstów House’a, który wierzy, że „wszyscy kłamią”, a lekarzem nie zostaje się po to, „by zajmować się chorobami”, bo „zajmowanie się pacjentami czyni większość lekarzy żałosnymi”. Jednak wiadomo, że bohater pozbawiony jakichkolwiek uczuć i pozytywnych, choćby ukrytych, cech nie zyskałby sympatii widzów, a serial musiałby ponieść klęskę. Dlatego House pod maską ironii i chłodnego dystansu skrywa swoją wrażliwość. W wyniku zawału mięśnia utyka na jedną nogę i uzależniony jest od tabletek przeciwbólowych. „Nie jestem śmiertelnie chory tylko żałosny, a nie uwierzyłbyś jakie rzeczy uchodzą mi na sucho” – mówi. I rzeczywiście wiele może, bo jego atutem jest profesjonalizm. Krótko mówiąc – nie ma lepszego diagnostyka.

„Dr House” zrewolucjonizował też formułę samego serialu medycznego, wprowadzając w dość nietypowy sposób elementy serialu sensacyjnego. Jednak nie na drodze prostej kopii. W „Dr House” nie spotkamy zagadek kryminalnych. To konkretne przypadki, czasem niezwykle skomplikowane, sama choroba, staje się kryminalną zagadką i w taki też sposób jest ukazywana. Zespół dr House’a i sposób ich pracy przypomina ten, jaki widzimy choćby w „CSI: Kryminalnych zagadkach Las Vegas”. Lekarze zbierają dowody, rozmawiają z bliskimi chorego, bo ten, według House’a, zawsze kłamie. House dochodzi do prawdy jak policjant. Zresztą gdyby szukać porównania dla jego postaci w innych gatunkach, byłby to z pewnością zmęczony życiem, doświadczony glina, który już dawno przestał wierzyć w ludzi i świat.

W Polsce pewnie jeszcze długo nie doczekamy się własnego dr House’a. Zbyt silna jest u nas potrzeba oglądania miłych i wiecznie uśmiechniętych lekarzy z Leśnej Góry. Odmiany polski widz może ewentualnie poszukać w „Daleko od noszy” z niezbyt wyrafinowanym humorem. Niestety, w polskich serialach medycznych jest jak w polskiej służbie zdrowia – lubimy popadać w skrajności i uciekamy przed eksperymentami. Na szczęście jest „Dr House”.

„Dr House – sezon 1” ukazał się na DVD 13 listopada. Dystrybutorem wydawnictwa jest TIM Film Studio.

Martyna Olszowska / Interia.pl