Body of Proof: House spotyka Cala LightmanaBody of Proof: House spotyka Cala Lightmana

O tym serialu mówili „House w spódnicy” zanim jeszcze ktokolwiek zobaczył pierwszy zwiastun. To już zresztą drugi serial, który tytułowano w ten sposób. Pierwszym była „Siostra Jackie”, ale w obu przypadkach ta etykietka pasuje tylko połowicznie. I co ciekawe – oba są od siebie skrajnie różne. Osobiście, gdybym miała porównać do czegoś „Body of Proof”, czyli „Anatomię prawdy”, musiałabym odnieść się aż do trzech różnych seriali, z facetami w rolach głównych: „House’a”, „Lie to me” i „Mentalisty”.

„Body of Proof”, czyli najnowszy serial stacji ABC to produkcja schematyczna, którą zaliczyć można do gatunku tzw. „procedurali”. To kryminał z elementami dramatu medycznego, podobnie jak np. „Bones” opowiadający o tym jak medycyna sądowa pomaga w rozwikłaniu spraw kryminalnych i jak „martwi” mogą mówić o tym, co się z nimi stało. W roli głównej znana z „Gotowych na wszystko” Dana Delany.

Gdybym musiała porównać główną bohaterkę serialu – Dr Megan Hunt – do któregoś z trzech wymienionych wyżej facetów, w pierwszej kolejności wybrałabym Cala Lightmana. Jest podobnie jak on zgorzkniała, wycofana, szczera i po przejściach. Jest też przenikliwa i niezwykle bystra, co pozwala jej odkrywać to co dla wielu innych osób jest niewidoczne (tu można dostrzec analogię zarówno do „Lie to me” jak i do „Mentalisty”). Z Housem łączy ją środowisko pracy i wyobcowanie – jest lekarzem, swego czasu wybitną specjalistką w dziedzinie neurochirurgii, której życie do góry nogami przewrócił wypadek. Podobnie jak House, Hunt (nawet nazwisko wygląda podobnie) jest w pewien sposób „poturbowana” przez to co się stało, ale o tyle o ile w przypadku House’a nie odbiło się to na jego karierze lekarza, ona musiała całkowicie zmienić zawód i zrezygnować z praktyki. Tak jak House i Lightman Megan Hunt jest kaleka emocjonalnie – ma problemy z nawiązywaniem przyjaźni i zaufaniem do ludzi. Jest zbyt szczera i zbyt niezależna, żeby ulegać naciskom, ma też nietypowe metody postępowania. Ale Hunt nie jest ani Housem ani Lightmanem w spódnicy. Jest kobietą.

Dlaczego jej płeć jest tak ważna? Po pierwsze dlatego, że kobiety względnie rzadko obsadzane są w głównych rolach. Pomyślcie o tych najpopularniejszych tytułach seriali, w których jest tylko jeden główny bohater. „House” czy „Dexter” nie są kobietami. Podobnie jak większość innych „silnych osobowości” z TV. Być może właśnie dlatego, że centralną postacią serialu jest „ona”, „Body of Proof” to serial skierowany przede wszystkim do kobiet. A to znaczy, że duży nacisk położono w pierwszym odcinku (i prawdopodobnie tendencja ta się utrzyma) na sferze emocjonalnej. Hunt to kobieta po przejściach, która jest może twarda, ale tylko na zewnątrz. W rzeczywistości jest osobą, która wiele w życiu straciła przez swój upór i determinację by robić karierę. Kiedy ona poświęcała się szlifowaniu swoich umiejętności, jej małżeństwo rozpadało się. Podobnie relacja z córką, którą przez własne zaniedbania, nie może się opiekować. Hunt jest samotna i nieszczęśliwa. Straciła wszystko co było dla niej w życiu najważniejsze, a co gorsza uświadomiła to sobie dopiero w chwili straty. Ma na sumieniu coś jeszcze – śmierć pacjentki, za którą w pełni ponosi odpowiedzialność. Ten serial to nie tylko opowieść o wybitnym specjaliście. To także jej podróż ku odzyskaniu córki i „staniu się” na nowo człowiekiem.

Dziś dr Hunt pracuje jako lekarz sądowy. Jest dobra, nawet bardzo dobra, ale współpracownicy nie mają z nią lekkiego życia. Po pierwsze wymaga od nich zbyt wiele i nie przejmuje się zasadami panującymi w szpitalu, po drugie jest opryskliwa i wymagająca, po trzecie… nie lubi ludzi. W pierwszym odcinku poznajemy ją jako bohaterkę: kim jest, jaką ma historię i relacje osobiste. Dowiadujemy się też co robi, a także dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Jej niezwykła intuicja i zdolność logicznego łączenia faktów czynią ją nieocenioną pomocą dla policji.

Niewiele można napisać też o bohaterach drugoplanowych, bo największy nacisk położono na osobę Hunt. Jedynym wartym zapamiętania jest detektyw Peter Dunlop, w którego wciela się Nicholas Bishop. Prócz niezwykłego podobieństwa do Simona Bakera z „Mentalisty” jest jeszcze coś – iskra między nim a główną bohaterką. Czyżby potencjalny partner? Czas pokaże.

Podsumowując: nie jest źle, choć pewnie po tak głośnym tytule można by spodziewać się czegoś mniej schematycznego. Nie jest to zarzut – w końcu „Anatomia zbrodni” jest godnym przedstawicielem swojego gatunku. W serialu brak nieco lekkości i humoru, choć raz czy dwa scenarzyści pozwolili sobie na małe „wycieczki” personalne wobec serialu, z którym „Body of Proof” jest od początku porównywane – czyli z „Housem”. Kiedy w pierwszym odcinku ktoś krzyknie „toczeń”, zrozumiecie o co chodzi.

No i jeszcze jedna rzecz, która może posłużyć za dodatkową rekomendację: „Body of Proof” startuje w Polsce 23 lutego – ponad miesiąc wcześniej niż w USA! W kanale Fox Life będzie można oglądać go w środowe wieczory o godzinie 22.00.

O tym serialu mówili „House w spódnicy” zanim jeszcze ktokolwiek zobaczył pierwszy zwiastun. To już zresztą drugi serial, który tytułowano w ten sposób. Pierwszym była „Siostra Jackie”, ale w obu przypadkach ta etykietka pasuje tylko połowicznie. I co ciekawe – oba są od siebie skrajnie różne. Osobiście, gdybym miała porównać do czegoś „Body of Proof”, czyli „Anatomię prawdy”, musiałabym odnieść się aż do trzech różnych seriali, z facetami w rolach głównych: „House’a”, „Lie to me” i „Mentalisty”.

„Body of Proof”, czyli najnowszy serial stacji ABC to produkcja schematyczna, którą zaliczyć można do gatunku tzw. „procedurali”. To kryminał z elementami dramatu medycznego, podobnie jak np. „Bones” opowiadający o tym jak medycyna sądowa pomaga w rozwikłaniu spraw kryminalnych i jak „martwi” mogą mówić o tym, co się z nimi stało. W roli głównej znana z „Gotowych na wszystko” Dana Delany.

Gdybym musiała porównać główną bohaterkę serialu – Dr Megan Hunt – do któregoś z trzech wymienionych wyżej facetów, w pierwszej kolejności wybrałabym Cala Lightmana. Jest podobnie jak on zgorzkniała, wycofana, szczera i po przejściach. Jest też przenikliwa i niezwykle bystra, co pozwala jej odkrywać to co dla wielu innych osób jest niewidoczne (tu można dostrzec analogię zarówno do „Lie to me” jak i do „Mentalisty”). Z Housem łączy ją środowisko pracy i wyobcowanie – jest lekarzem, swego czasu wybitną specjalistką w dziedzinie neurochirurgii, której życie do góry nogami przewrócił wypadek. Podobnie jak House, Hunt (nawet nazwisko wygląda podobnie) jest w pewien sposób „poturbowana” przez to co się stało, ale o tyle o ile w przypadku House’a nie odbiło się to na jego karierze lekarza, ona musiała całkowicie zmienić zawód i zrezygnować z praktyki. Tak jak House i Lightman Megan Hunt jest kaleka emocjonalnie – ma problemy z nawiązywaniem przyjaźni i zaufaniem do ludzi. Jest zbyt szczera i zbyt niezależna, żeby ulegać naciskom, ma też nietypowe metody postępowania. Ale Hunt nie jest ani Housem ani Lightmanem w spódnicy. Jest kobietą.

Dlaczego jej płeć jest tak ważna? Po pierwsze dlatego, że kobiety względnie rzadko obsadzane są w głównych rolach. Pomyślcie o tych najpopularniejszych tytułach seriali, w których jest tylko jeden główny bohater. „House” czy „Dexter” nie są kobietami. Podobnie jak większość innych „silnych osobowości” z TV. Być może właśnie dlatego, że centralną postacią serialu jest „ona”, „Body of Proof” to serial skierowany przede wszystkim do kobiet. A to znaczy, że duży nacisk położono w pierwszym odcinku (i prawdopodobnie tendencja ta się utrzyma) na sferze emocjonalnej. Hunt to kobieta po przejściach, która jest może twarda, ale tylko na zewnątrz. W rzeczywistości jest osobą, która wiele w życiu straciła przez swój upór i determinację by robić karierę. Kiedy ona poświęcała się szlifowaniu swoich umiejętności, jej małżeństwo rozpadało się. Podobnie relacja z córką, którą przez własne zaniedbania, nie może się opiekować. Hunt jest samotna i nieszczęśliwa. Straciła wszystko co było dla niej w życiu najważniejsze, a co gorsza uświadomiła to sobie dopiero w chwili straty. Ma na sumieniu coś jeszcze – śmierć pacjentki, za którą w pełni ponosi odpowiedzialność. Ten serial to nie tylko opowieść o wybitnym specjaliście. To także jej podróż ku odzyskaniu córki i „staniu się” na nowo człowiekiem.

Dziś dr Hunt pracuje jako lekarz sądowy. Jest dobra, nawet bardzo dobra, ale współpracownicy nie mają z nią lekkiego życia. Po pierwsze wymaga od nich zbyt wiele i nie przejmuje się zasadami panującymi w szpitalu, po drugie jest opryskliwa i wymagająca, po trzecie… nie lubi ludzi. W pierwszym odcinku poznajemy ją jako bohaterkę: kim jest, jaką ma historię i relacje osobiste. Dowiadujemy się też co robi, a także dlaczego postępuje tak a nie inaczej. Jej niezwykła intuicja i zdolność logicznego łączenia faktów czynią ją nieocenioną pomocą dla policji.

Niewiele można napisać też o bohaterach drugoplanowych, bo największy nacisk położono na osobę Hunt. Jedynym wartym zapamiętania jest detektyw Peter Dunlop, w którego wciela się Nicholas Bishop. Prócz niezwykłego podobieństwa do Simona Bakera z „Mentalisty” jest jeszcze coś – iskra między nim a główną bohaterką. Czyżby potencjalny partner? Czas pokaże.

Podsumowując: nie jest źle, choć pewnie po tak głośnym tytule można by spodziewać się czegoś mniej schematycznego. Nie jest to zarzut – w końcu „Anatomia zbrodni” jest godnym przedstawicielem swojego gatunku. W serialu brak nieco lekkości i humoru, choć raz czy dwa scenarzyści pozwolili sobie na małe „wycieczki” personalne wobec serialu, z którym „Body of Proof” jest od początku porównywane – czyli z „Housem”. Kiedy w pierwszym odcinku ktoś krzyknie „toczeń”, zrozumiecie o co chodzi.

No i jeszcze jedna rzecz, która może posłużyć za dodatkową rekomendację: „Body of Proof” startuje w Polsce 23 lutego – ponad miesiąc wcześniej niż w USA! W kanale Fox Life będzie można oglądać go w środowe wieczory o godzinie 22.00.

Still quiet here.sas