„Kto się nie boi Dr House’a?” – recenzja Łukasza Grudnia.

Wczoraj w portalu wp.pl pojawiła się recenzja serialu dr House autorstwa Łukasza Grudnia. Możecie ją przeczytać poniżej:

Współczesne kino to nie tylko ciężka do zliczenia ilość filmów fabularnych. Obok tego typu produkcji popularność biją seriale telewizyjne. Ich tematyka jest zróżnicowana, co umożliwia przyciągnięcie widzów o różnych zainteresowaniach.

Mało kto pamięta pioniera serialu o tematyce medycznej. Powstała na przełomie lat dziewięćdziesiątych produkcja pod tytułem „Doogie Howser, lekarz medycyny” zainspirowała przyszłych twórców. Dzięki temu powstał m. in. „Ostry dyżur” czy „Chirurdzy”. Niestety wszystko, co dobre, z czasem musi mieć swój nieuchronny koniec. Na szczęście hollywoodzcy filmowcy nie mogli pozwolić, aby ten „szpitalny” wirus został wyleczony.

Serial Dr House nie jest typową produkcją. Jej treść odbiega od swoich poprzedników, co dodatkowo przyciąga rzeszę fanów. Z czasem „Dr House” ogarnął cały świat, a jego popularność z każdym kolejnym odcinkiem bije wszelkie rekordy. We wrześniu 2007 roku, Dwójka wyemitował pilotażowy odcinek, który został przyjęty ciepło przez naszych widzów. Od tamtego czasu „Dr House” stał się stałym bywalcem w polskich domach. Szkoda tylko, że mamy znaczne opóźnienie (w USA emitowana jest seria piąta, a u nas dopiero trzecia).

Doktor Gregory House jest genialnym diagnostą. Zatrudniający go szpital niejednokrotnie zbiera za niego cięgi, jednak jego niekonwencjonalne, a zarazem skuteczne podejście do pacjentów nadrabia wszelkie nieporozumienia. House nie jest klasycznym pracownikiem służby zdrowia. Jest do bólu szczery, cyniczny, sarkastyczny. Często swoje uwagi mają podłoże seksistowskie, a nawet rasistowskie.

Według doktora wszyscy kłamią, a pacjenci są największymi wrogami. Te cechy i zachowania tworzą z niego antylekarza, który w realnym świecie nie mógłby prowadzić praktyk lekarskich. Jednak świat filmowy nie zna żadnych granic.

Kolejną, eliminującą wadą jest uzależnienie od Vicodin – środka przeciwbólowego na bazie opium, który pozwala mu normalnie funkcjonować po błędnie zdiagnozowanym zawale czworogłowego mięśnia uda. Nikt jednak nie stara się wchodzić doktorowi w drogę, który z własnym zespołem najlepszych specjalistów (neurolog, immunolog, internista), leczy i rozwiązuje te medyczne przypadki, z którymi nikt nie jest w stanie sobie poradzić.

„Dr House” wielokrotnie porównywany jest do detektywistycznych geniuszy, jakimi są Columbo czy Monk. Tak, jak oni jest odmieńcem – ekspertem w swojej dziedzinie, w której nie ma sobie równych.

Odtwórca głównej roli, Brytyjczyk Hugh Laurie idealnie odnalazł się w roli ekscentrycznego lekarza. Pomimo, że początkowo nie wiązał przyszłości z tym serialem, myśląc, że zagra góra dwanaście odcinków, podszedł do pracy z pełnym zaangażowaniem, co w ostatecznym rozrachunku przyniosło Hughowi wielki sukces. Dwukrotne zdobycie Złotego Globa, za najlepszego aktora w serialu dramatycznym jest tego idealnym przykładem.

„Dr House” jest tego typu produkcją, która nigdy się nie znudzi. Liczne lekarskie śledztwa, ich niebanalny przebieg wraz z dużą dozą wyrafinowanego humoru sprawiają, że widzowie z niecierpliwością czekają na kolejny odcinek. Stacja telewizyjna FOX wyprodukowała serial, którego tematyka nie tylko opiera się na szpitalnym środowisku. Oprócz niego jesteśmy świadkami prywatnego życia Housa i członków jego zespołu, co daje bardziej złożoną i ciekawszą fabułę.

„Dr House” został zakwalifikowany do gatunku dramatu obyczajowego, lecz porównując go na przykład z „Ostrym dyżurem”, który też reprezentuje ten gatunek, ktoś popełnił rażący błąd. Są to tak dwie różne produkcje, których wrzucenie do jednego worka jest wielkim nieporozumieniem. Fakt, serial jest dramatyczny, jednak z wieloma elementami kryminału i komedii, przez co porównanie jest bezpodstawne.

Oglądając pierwszy sezon (polski dystrybutor TIM Studio – 22 odcinki – 5 płyt DVD) nie znalazłem wielkich jego minusów. Jedynie, co mogę zarzucić, to schematyczność akcji każdego odcinka. Tak samo, jak to ma miejsce w CSI, Columbo czy Monku przy tego typu produkcjach jest ona nieunikniona. Według mnie jest to jeden z najlepszych współcześnie emitowanych seriali, zbierający prawie same pochlebstwa i ja się do tego dołączam. „Dr House” jest jak jego lek przeciwbólowy, sprawia, że świat jest lepszy i bardziej interesujący.

One Response to „Kto się nie boi Dr House’a?” – recenzja Łukasza Grudnia.

  1. Zostało… to ciekawie napisane 😉